Kto z was będąc jeszcze na studiach marzył o płatnym stażu? Ja!! A kto miał nadzieję, że staż pozwoli zahaczyć się w firmie na dłużej? Ja!!

Z łezką w oku wspominam swój staż i pierwsze zarobione 500 zł.

Był szał!!

Co tam, że płacone przez urząd pracy, ale nie musiałam liczyć na kieszonkowe, czy dorywcze prace w postaci udzielanych korepetycji z angielskiego oraz roznoszenia ulotek.

Stała praca. Stała pensja.

Przynajmniej przez sześć miesięcy.

 

Parapet i czjnik

 

Studenci odbywający praktyki przychodzą i odchodzą niezauważeni.

Czasami zorientujemy się, że oto dzisiaj brakuje kogoś do zaparzenia kawy, czy zaniesienia czegoś ważnego, bo sprawa pilna.

Jednak nie czarujmy się, mało kto tęskni za praktykantami.

Natomiast ze stażystami sprawa wygląda inaczej.

Przynajmniej na pierwszy rzut oka.

Dlatego, że stażysta dostaje pieniądze za to, że przychodzi. Czasem z firmy, czasem z urzędu pracy, ale zawsze to kasa.

Po drugie, że jest związany na dłużej.

To już nie dwa tygodnie praktyk studenckich, ale całe sześć miesięcy, które jak dopisze szczęście można przedłużyć o kolejne sześć.

W ciągu już kilkunastoletniego doświadczenia w różnych miejscach zauważyłam, że stażyści traktowani są jak „do wszystkiego i niczego”.

No bo niby jak pracownik, przychodzi codziennie do pracy. Jednak, jak to moja szefowa kiedyś powiedziała: nie ma co dawać im poważnej pracy, bo kto za to weźmie odpowiedzialność, jak już ich nie będzie.

No właśnie, kto?

Ricgard Susskind kiedyś napisał poniższe słowa (osobiście uważam, że trafił idealnie w punkt):

Nie jest wcale oczywiste, czy młodzi absolwenci stają się doświadczonymi specjalistami dzięki wielu miesiącom wykonywania prostych prac administracyjnych.

Dowiedziono natomiast, że można zdobyć niezbędne kompetencje dzięki bliskiej współpracy z doświadczonymi kolegami i obserwowaniu starszych prawników w działaniu.

Co prawda Susskind mówił o stażystach w kancelariach prawnych, ale można analogicznie zastosować do innych zawodów.

Jeżeli masz wieloletnie doświadczenie zawodowe zadaj sobie pytanie:

  • czy nie łapiesz się na tym, że za całkowicie normalną odpowiedź przyjmujesz „zawsze tak było”. Kiedyś usłyszałam, że czajnik zawsze stał na parapecie i dlaczego chcę cokolwiek zmieniać,
  • czy rzeczywiście stażysta nauczy się dobrze wykonywać pracę, jeśli będzie wyłącznie parzył kawę, zanosił listy na pocztę, czy spędzał godziny na kserowaniu lub przepuszczaniu dokumentów przez niszczarkę. Pomijam osoby kształcą się na baristów, czy sekretarki,
  • czy naprawdę można zdobyć doświadczenie przygotowując tabelki, niekończące się zestawienia, które niby miały być na wczoraj, a w rzeczywistości nikt się nimi nie interesuje, nie czyta, a jak zapomnisz to i tak nikt tego nie zauważy. Coś na zasadzie „jest stażysta to trzeba mu dać cokolwiek do roboty”,
  • czy aplikant rozwinie swoje pasje prawnicze, jeśli przygotuje zleconą opinię, wyśle do przełożonego i opinia …. wpadnie do czarnej dziury, w której nie wiadomo jak jest, ale pewne jest to, że nic co tam wpadło nie ujrzy światła dziennego.

To, jak przebiegnie staż zależy zarówno od chęci i zaangażowania stażysty, ale także od przełożonych i osób, z którymi przyjdzie mu pracować.

Pierwsza praca jest czasem, kiedy stażysta może ukształtować w sobie pewne nawyki, dyscyplinę pracy, rozwinąć umiejętność kontaktu z klientem, reakcje na sytuacje trudne i stresujące, które zaprocentują w przyszłości.

Oby rzeczywiście tak było.

 

Zdjęcie: Pexels.com